Uziel Press and Publishing

  • "Kaczkoduk przejmuje ster!"

    Kolejna odsłony satyr z serii "Prowincjonalnej" opowiadająca losy władzy, dominacji i biznesu, przepełniona informacjami o życiu salonowym. W książce nie zabrakło intymnych opisów. Przeznaczona dla czytelnika pełnoletniego z uwagi na sceny erotyczne, występujące w treści.

  • Wiocha. Powieść jebitna.

    Pierwsza satyra polityczno-obyczajowa, opowiadająca losy prowincji na tle ważnych wydarzeń w rozwoju kraju Polgarów.

  • "Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo"

    Pierwsza część serii Przemilczeć Armagedon, opowiadająca losy powstania Nieba i Ziemi oraz toczących się wojen o przetrwanie aniołów i zapewnienie dominacji we wszechrzeczy.

  • "Księga Aniołów"

    Księga dziejów Uziela, ostatniego Pana Zastępów, który po wyjściu z Czeluści, staje na Ziemi jako zwykły człowiek. Książka jest kontynuacją powieści "Pierwsza wojna w niebie"

  • Wydawnictwo UPaP

    Wydawnictwo rozpowszechnia treści dotyczące książek, tworzonych przez członków Stowarzyszenia SEEiK. Staramy się tworzyć i upowszechniać, rzeczy i treści innowacyjne.

NANA - Ofelia Tasiemiec, znana w całym bloku wschodnim

Jeśliby się zdarzył frajerzyna i nie wie­dział, kim jest Ofelia Tasiemiec, to odpowiedziałby mu, z pewno­ścią tak:  …to żywa legenda, wyuzd...

sobota, 11 sierpnia 2018

NANA - Ofelia Tasiemiec, znana w całym bloku wschodnim

Jeśliby się zdarzył frajerzyna i nie wie­dział, kim jest Ofelia Tasiemiec, to odpowiedziałby mu, z pewno­ścią tak: …to żywa legenda, wyuzdanego i perwersyjnego stosunku, na naj­lepszym, światowym poziomie wtajemniczenia, która umie zdzia­łać z gąską takie cuda, że w głowie się nie mieści, a nogi same ucie­kając spod kręgosłupa…

W całym bloku wschodnim, Nanka uchodziła w głębokiej ko­munie, za swoistą mistrzynię tej siermiężnej[1] konkurencji. Stąd dużo podróżowała, przemieszczając się po różnych biurach sekretarzy, aby przywrócić im poczucie normalności, czyniąc prawdziwymi bo­gami. Nauczała, na oblotowych uniwersytetach, trudnej sztuki miło­ści, sta­nowiącej dla niej urozmaicenie, w ciężkim przyswajaniu marksizmu-leni­nizmu. Partia wspierała taką działalność, dbając o jej głównych to­wa­rzyszy i fundamenty propagandowej myśli swych wyrobników. 


[1] Siermiężny – charakteryzujący się brakiem obycia, gburowatością. Brak edukacji miłosnej, po­wo­dował zacofanie w tej materii oraz wyłączne oparcie się na instynkcie, a nie sztuce w wyko­nywaniu aktów, zbliżających do ekstazy. 


____________________


Ofelia Tasiemiec, to jedna z głównych bohaterek książki - satyry Kaczkoduk przejmuje ster!
Jest nam niezwykle miło prezentować tę postać, wybitną i nietuzinkową. 
Zapraszamy do lektury. 


NANA - Ofelia Tasiemiec, znana w całym bloku wschodnim



Share:

Adult only: Pieprznik - skraj nieba u wrót piekła

Miejsce, znane kilku poli­tykom, którzy dzięki uprzej­mości Puł­kownika, mogli tam raz zagościć, odno­towując to za suwenir[1], otrzy­many w doniosłej karierze. Korzy­stali z niego również zagraniczni goście. Przedsionek piekła dostępny dla uprzywilejowanej i wtajemni­czonej odpowiednio grupy.
Nieduży pokój, o ślicznym zielonkawo-złotym kolorze ścian, w którym znajdo­wało się wielkie łóżko, kilka szafek, lustra i mnóstwo lamp. Przestrzeń wypełniały wspaniałe skórzane fotele, a na podłodze wy­kwintnie leżał, stary bawarski dywan. Na ścianach, obrazy mi­strzów renesansu i specjalne klamry, do których można było przypi­nać ludzi. Łóżko we­wnątrz było niezwykłe. Mogły kłaść się na nim swo­bodnie panny, a wtedy Dubieniecki, mając do nich dostęp, roz­koszował się ich ciałem do woli. Pod łóżkiem znajdowały się półki, na których układał prze­różne gadżety: różnego kalibru wibratory, roz­wieracze, pompki i dil­da. Rozkosz płynęła tu strugą namiętności, są­cząc się niezmiernie, aż do kolan niebywałych partnerek Pułkownika.
Mokro robiło się tym dziew­czętom, słyszącym szczęk klamer, czującym zapach pachnideł oraz gładzi delikatnego balsamu, rozlewa­nego obficie na brzuchu. Du­bieniecki chciał mieć potrzebne rzeczy, zawsze pod ręką. Używał też wyjątko­wych kremów, owoców, a nie­kie­dy wyra­finowanego lodu, z domieszką trunków. Wiązał swoje part­nerki, cza­sem podwieszał, a one pławiły się, odkrywając wraz z nim no­we do­znania, obce i nie do osiągnięcia dla przeciętnego czło­wiecz­ka.    
Wejście zabronione dla sklerykalizowanych dwulicowców…
Wie­le osób czyni różne sprawy, nie ujawniając zbytnio fascy­nacji na zewnątrz, nie mówiąc już o zwykłej rozmowie czy chęci obco­wania, na wybrany przez siebie sposób. To, z kolei powoduje, że nieza­spokojeni ludzie, szukają uciechy w burdelu, co daje Dubienieckiemu dodatkową satysfakcję w postaci zarobku. Żyjąc, można wiele stracić, po­zbawiając się możliwości zakosztowania fizycznych doznań. Ludzki or­ganizm, wprost pragnie doznawać pieszczoty, by móc, w pełni i bez­błędnie oddychać.    
W pokoju pachniało marychą i zalatywało haszem oraz koką. Dziew­czyny mogły do woli zażywać dodatków, aby wprowadzić ciało na szczyty ekstazy. Otwarcie czakr, oddech i wielkie przebudzenie, wy­rwanej z transu panienki, zapewniało jej niemiłosierne doznania, któ­re prowadziły ją na skraj nieba, a Dubienieckiego przywodziły do wrót piekła.    
Wokół łóżka znajdował się gumoleum, na wypadek gdyby pa­nienka popuściła lekko, wskutek przedarcia. Gdyby któregoś z gości, na­szła nagła ochota na piss[2], to nie musiał się w tym ograniczać. Gu­moleum ten był doskonały, umożliwiając realizację owych pragnień.
 Szko­da, by się ograniczano, mając na uwadze wyłącznie fakt zniszcze­nia gospodarzowi drogocennego, bawarskiego dywanu. Tym bardziej, że Dubieniecki miał do niego spory sentyment, gdyż otrzy­mał go w darze, od jednego szejka, któremu finansował akcje terrory­styczne w Izraelu, chcąc zmusić Żydów do pewnych ustęp na rzecz za­przyjaźnio­nych, zagranicznych firm budowlanych. Cóż?! Nie ma co, gniewać się na siebie – taka była zasada – liczył się interes. 
W „pieprzniku” Dubienieckiego takie to urządzano zabawy, o któ­rych nikt publicznie nie mówił, zwłaszcza, w tych naszych, cieka­wych czasach. To, co uchodziło niegdyś rzymskim cesarzom, dla o wie­le potężniejszych od nich współczesnych polityków, musiało stano­wić sztywny sekret.
W pokoju znajdowało się wejście do łazienki, w której można było wziąć prysznic i przeprowadzić enemę[3], na wypa­dek gdyby Du­bieniecki miał ochotę na ostry anal, opatrzony fistin­giem[4]. A, że przeważnie miał na to chrapkę, to panny czyniły ten ob­rządek doraź­nie, o czym informowano je dość kurtuazyjnie. Dubie­niecki lubił wte­dy popatrzeć, a nawet pomagać im w tej sposobności.



[1] Suwenir – przedmiot dany na pamiątkę; pamiątka.
[2] Piss – z ang. dosł. „sikać”. Forma dewiacji seksualnej, polegającej na wylewaniu moczu na sie­bie bądź partnera, następująca w trakcie stosunku. Uchodzi za fetysz.
[3] Enema – lewatywa.
[4] Fisting – z ang. „fist” – „pięść”, rodzaj aktywności seksualnej polegającej na penetracji po­chwy lub odbytu ręką.


Adult only: Pieprznik - skraj nieba u wrót piekła

Share:

czwartek, 9 sierpnia 2018

Wstęp do satyry Kaczkoduk przejmuje ster!



„I stał się orgazm, gdy nie zgasili światła,
a przyszło im dzierżyć swe pałki, gnieżdżąc w miękkich jaskiniach.
Miętosili palce w szczelinkach, przebijając powłoki, zlizywali kremy.
Upojeni ludzkim ekstraktem rozkoszy, oszołomili się, wdzięczni za to światu”.

– Autor nieznany

Tak mogłaby przedstawiać się cała książka, jak w tym zachę­ca­jącym cytacie otwierającym. Niestety, to tylko chwytliwa ściema, nie do końca odzwierciedlająca się w treści. Nie jestem aż tak perwersyj­nym twórcą. Satyra rozładowuje napięcia. Lepsze to, od picia wódki.
Nie sprzedajemy papieru toaletowego, nie mamy na wyprze­daży używanych szczoteczek do zębów. Oddajemy książkę, którą moż­na przeczytać albo zachować się typowo, na Polaka: „nie wczytu­jąc się w przekaz, zajechać autora”. Wybór pozostawiłem Czytelni­kowi.
Czy to jest dobra lektura? Myślę, że inna. Jeśli tylko ktoś, zde­cyduje się przezwyciężyć wiekowe kołtuństwo, aby wejść do świata, który ukazuje działanie systemu, dążenia politycznych elit, zmierzają­cych do osiągnięcia korzyści partykularnych, to pozycja ta, będzie „skro­jona na miarę”. O pewnych sprawach, należy pisać wprost, przy tym zachowując odrobinę dobrego humoru i zdrowego rozsądku.
Występujący tu seks, definiuje tabu, o którym wolimy nie mó­wić i nie myśleć. Jasne, że tak – bo preferujemy postawę, wyrażoną w trzech słowach: „poleżeć, popachnieć i zajaśnieć”, a osobiste marze­nia i pragnienia, nie urzeczywistniając, skrywamy głęboko. Jednak, to lu­dzie gotowi są, za kilka stówek sprzedać własne ciało, a model współ­czesnej „galerianki”, obowiązujący na różnych szczeblach, za­leżny jest od wieku danej osoby i możliwości środowiskowych. Nie tylko mało­lata, pragnąca dobrego życia, może skrycie „dawać dupy”. Czynią tak pan­ny „z dobrego domu”, nowoczesne posłanki czy szano­wane księ­gowe oraz religijne matrony[1]. Moralność głoszona publicz­nie, nie od­powiada zachowaniu na salonach.  
Nie udawajmy na siłę, że jesteśmy pobożni. Znam gości, którzy mają żony, są radnymi, wychowują dzieci, ale na boku, mają kilka ko­chanek. Dodam, nieskromnie: – Nie zazdroszczę im, nic a nic! Jeden zawodnik, rywalizował z własnym ojcem, o ilość „za­liczeń”. Przy tym, nie przeszkadzało mu, że ojciec zdradza jego ro­dzo­ną matkę (chciał­bym, aby ten fakt został zmyślony). Powaga, bo to przykre.
Inna, niemniej ciekawa historia, wydarzyła się w rodzinie, w której jeden zacny buhaj[2] używał trzech sióstr, a one wiedziały o jego zapędach, dzieląc się nim, walcząc o możliwość spotkania, oszukując się wzajemnie; dwóm spłodził dzieci. Porządne panny, na szanowa­nych stanowiskach, „ugrzęzły” na prowincji, brały udział w stosun­kach na dwie dziurki, zabawiając się tak, że producenci filmów porno, mo­gliby udać się do nich, prosząc o poradę.
Te sytuacje, o których wspo­mniałem, są „z życia wzięte”: nie są zakamuflowane i „obłe”.
To, co zdarza się na ekranie monitora, gdy włączamy pornusa, nie jest czymś wyjątkowym i wyreżyserowanym. To rozgrywa się w każdej sekundzie.
Nawet, gdy czytasz ten tekst i stwierdzisz, że to bzdu­ry.
Jeden facet, posiadający dwójkę dzieci, wmawiał mi, że mąż z żoną – tworzący tradycyjny związek, mogą współżyć ze sobą do pięciu minut. Zdawało się mi, że on lekko zazdrościł tym, co w erotyku, mo­gli „działać” do dwóch kwadransów. Uważał, że porno, to wymy­ślona per­wersja. Mając siedemnaście lat, nie wnikałem w szczegóły. Kiedy na­byłem odrobiny doświadczenia i poznałem trochę życia, to prze­konałem się, że nie miał racji.
Ludzie nie wymyślają, ale odtwarzają. Ukrywamy się, zakłada­jąc maski – dlatego nic nie wychodzi na wierzch.    
Na koniec, ostatnia już historia. Mój znajomy, mieszkał na stancji, u obcej kobiety i jej męża. Mąż szedł do pracy, a on „nie ża­łował”. Nic w tym dziwnego, bo tak to dzieje się zwyczajowo – już Mo­lier w Świętoszku, ukazał, może nazbyt delikatnie, ale jednak, że nie wolno do domu wpuszczać obcych. Mądry człowiek, przeciwdziała zja­wisku „zrogowacenia”, naturalnie wypychając z zasięgu wzroku in­nych samców.
Wracając do tych dwojga kochanków, to opracowali oni świet­ną metodę współżycia, jak nawet w pobliżu kręcił się niechciany mąż. Kochanek aplikował lubej wibrator na pilota. Cie­kawe? Chodziła z tym ustrojstwem w majtkach, a on, w różnych sytuacjach, podkręcał ob­roty. Zastanawiam się, jak musiała wyglądać jej buzia, na której ry­so­wało się podniecenie (mąż-kapucyn nie pozna­wał podniety własnej żo­ny – Wstyd!). Widać, że byli sobą przeżarci.
Życie jest nazbyt malownicze. W polityce, jak w życiu – także wy­darzają się przeróżne sceny. Może nie do końca fantastyczne, ale na­sze – takie zwykłe, codzienne. Musimy zdać sobie sprawę, że czło­wiek poddany jest biologii. Jak nie wykorzystuje tego potencjału, to mar­nieje lub odbija mu szybko, rzucając się na „dekiel”. Nie mogę wska­zać, konkretnych starych panien i kawalerów, ale obecni na sce­nie politycznej, świadczą najdoskonalej o tym, czego dowodzę.
Udajemy dobrych i ogładzonych, ale wciąż jesteśmy niewolni­kami natury, a w ciszy i samotności… Mówią, że to grzech. Samo uży­cie tych powszechnych słów, oznacza zamach na moralność. W sumie racja, tylko, kto nie grzeszył, gdy onanizował się? Religia kato­licka, każe kłamać człowiekowi przed samym sobą, obciążać się winą, za dokonany czyn – a nade wszystko, wyspowiadać się – koniecz­nie, po „niecnym działaniu”. Jestem ciekaw, ile osób o tym mówi? A jeśli już mówią, to czy słuchający, jarają się tym? W końcu, oni też pełni „po­trzeby”, a dowodzą tego liczne wynaturzenia, zaistniałe w „ło­nie ko­ścioła” (pedofilia, seks pozamałżeński). Nic, co ludzkie… – myślmy po­zytywnie.
Wierzę w to, że istnieje zapotrzebowanie na książki, ale takie, które wywołują wstrząs, przeżycie lub uporządkują pewne sprawy, do­dając nam wiedzy o zakulisowym życiu elit. Czytanie dla czytania – jak dla mnie – nie ma sensu.
Oddaję w ręce Czytelnika rzecz odważną, a wręcz miejscami obrazoburczą. Znajdziecie tu opisy ostrego seksu, niekiedy strzelaniny czy też krwawego rytuału, w trakcie którego przywoływany jest de­mon. Politycy, aby wygrać wybory, odwołują się do nadnaturalnych zjawisk.  Życie, nie wyzwoliło się spod panowania magii i czarów. Do­wodzi tego, chociażby rosnąca popularność wróżbitów i wróżek. Sze­roko otwórz­my oczy: – Czy aż tak mylę się w tej ocenie? Satyra wszyst­ko przerysowuje – rzecz jasna – ale opiera się na życiowej osno­wie.
Bogaty świat Kaczkoduk przejmuje ster!, ukazuje w krzywym zwierciadle, zabawy i życie elit. Polecam książkę, która jest satyrą poli­tyczną i erotyczną groteską, powieściopisarską składanką, dopra­wioną odrobiną pornografii. To novum, eksperyment i rzecz nieby­wała.
Kaczkoduk… krąży wokół przeżyć cielesnych, które pojawią się w różnych momentach akcji. Na tle całej książki, sprawią że przed oczyma Czytelnika, wyłoni się zupełnie nowy świat, bez tabu i tajem­nic, pełen rozkoszy i zmysłów. Świat współcześnie rządzących, global­nych elit – to chyba właściwie określone miejsce akcji. Globalizm to świetna sprawa, ale nie na obecnych zasadach.  
Postarajmy się przekroczyć granicę, absorbując siebie, bez wy­ko­nywania gestu poddaństwa, wobec określonej ideologii. Tak tworzy się fa­bułę z erekcją.
Wolę pisać tego typu książki i przekraczać tabu, niż transmito­wać narodziny dziecka w mediach społecznościowych. Poza tym, wy­ja­śniam kilka spraw, związanych z techniką sterowania masami i „roz­gry­waniem”, tej tzw. „polityki” (albo „rozgrywaniem polityków”).
Seks to element życia, stary i sprawdzony sposób na stres, spo­iwo człowieka, łączące go z wiecznością. To nie jest akt tragiczny i za­ka­zany. Nie tylko elity mogą sobie pozwolić na lubieżne zbliżenia. Ich przedstawiciele odważyli się na to i osiągnęli sukces. Dlatego ko­chają się – z kim i jak chcą – bo mają za co (proste). Zwykły człowiek, ma nieco mniejsze pole do manewru, ale czy tak zgoła inne potrzeby?
Zawody, związane z polityką i biznesem, narażone są na nad­miar przeżyć. Stąd, w tych środowiskach, większe zapotrzebowa­nie na rozkurczenie i luz. Seks żyje tam samoistnie, stanowiąc ele­ment, two­rzący prawdziwy obraz polityki i biznesu. Sfery te, przenikają się i ist­nieją, jak jedna całość.
Jak działa ten cały system? Kto, z kim i dlaczego? Tego dowie­cie się z książki.
Co do seksu… Wiele współczesnych karier zbudowano na „du­pie”. Bolesny to fakt, że na tym, a nie kompetencjach, niektóre panny, prze­znaczone do wyższych celów, wślizgują się na wyżyny – po wiel­kich członkach tego świata. Moja książka, prezentuje kilka takich za­cnych obrazków. Ma ona bawić, szpecić i rozbudzać zmysły. Wyobraź­nia to klucz, ale nie konieczność.
Czytając książkę, macie też zastanowić się: czy nie urozmaicić życia płciowego? To ważne, by stać się spełnionym, jak Dubie­niecki czy Kopara. Nie polecam uczyć się z tego, co tu prezen­tuje, ale wycią­gnąć ważny wniosek – człowiek żyje raz, wobec czego zasługuje na pełnię przeżyć. Można zamieszkać samotnie, dzieląc domostwo z ko­tem albo wybierając staropanieństwo, doradzać innym stosowanie an­tykoncepcji. Dwulicowość to cecha, a nie domena wielu narodów.
Kolejny element tej powieści, stanowi wątek spirytualny, w któ­rym to elity polityczne ułożyły się z nieczystymi siłami, aby rządzić świa­tem. Wierzyć w to, bądź nie? Z rytuałów korzystają bogaci, jak rów­nież z usług ekskluzywnej prostytucji oraz „gejowskich dziwek”.
Nam pozostają wróżbici na SMS[3] czy tarocistki, dostępne na super linii z 0 700… Nad wszystkim czuwa stara, masońska loża. Ład świata, tworzy nienaruszalny system, który w książce objawił swoje ob­licze. To, że iluminaci obecni są od tysiącleci, to fakt bezsporny. Za­po­znajcie się z metodami działania, tych „wybrańców” planety (po­srań­ców  zabrzmia­łoby lepiej, lecz nie wypada, na łamach publicznej książ­ki).
Seks, występujący na kartach tej pozycji, nie zna tabu, nie ma też hamulców. Istnieje w sferze marzeń i czynów, jest codziennością, tak zwykłą jak oddychanie czy mycie zębów. Przekonajcie się o tym, po­znając salonowe zabawy, w brukselskim domu Dubienieckiego oraz w pałacach premier Kopary, hotelach i biurach czy rezydencjach rzą­dowych.   
Seks perwersyjny, z głęboką penetracją i zaspokojeniem, na rozmaite sposoby, seks par homoseksualnych, solo i grupowy. Każdy moż­liwy seks, z połykiem włącznie. Może to i brutalne, wielu oburzy się, ale jakże prawdziwe, obecne i potrzebne we współczesnym świe­cie. Nie bądźmy obłudnikami, tacy jesteśmy, o tym marzymy. W tym kie­runku zmierzamy, nawet jak publicznie „picujemy się”, głosząc świę­toszkowate hasła (glansując na liberałów). Jesteśmy ludźmi i nic, co ludzkie, nie jest nam obce. „Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto” – cytuję w błędnej postaci, jedno zdanie wielkiego humanizmu, wyrażone przez Terencjusza, w komedii Sam siebie ka­rzący[4].
Większość polityków, gdyby poczuła, że z mówienia o warto­ściach religijnych i narodowych, nie ma już kasy – to uwierzcie, że uszedł­by z nich ten patriotyzm, tryskając – jak powietrze z balo­nika. „Ma­ło błyskotliwe” stwierdzenie, uzupełnia ważne dla mnie mot­to. Nie patrzę na polityków przez pryzmat wyznawanej ideologii czy kreowanej wiary. Na nich trzeba spoglądać, widząc ciągle potrzebę zdo­bywania zasobów, która towarzyszyła człowiekowi pierwotnemu.
Życiu moich bohaterów, towarzyszy intryga i żądza władzy, przepełniona codziennością, opływająca w drogiej whisky, a klimat prze­syca zapach kubańskiego cygaro. Dziurki na pokład; kto nie orze, ten nie może! Kto nie bzyka ten gej. Ale i gej potrzebuje czasem z fan­tazją!   
Odważycie się na takie plugastwo? Ja dałem radę napisać, te­raz może, Wy przeczytacie, pamiętając o zacnej maksymie „nic, co ludz­kie…”. Szeroka sieć powiązań biznesowych, często przeplata się ze stosunkami cielesnymi. Drodzy Czytelnicy, czy miewacie stosunki? Na pewno nie jesteście w biznes-sieci (a chcielibyście). Dlatego wielu jest tak podłych, gdyż odczuwa potrzebę pieniądza. Dymając in­nych, moż­na stać się bogatym – inna droga nie istnieje.
Jeśli liczycie, że w książkach, takich jak moja, istnieją zwroty wulgarne, które obrażają estetykę – to jest mi cholernie przykro, gdyż w telewizji publicznej i gazetach, głośno było o zacnych tego świata eli­tach, które widziały: „chuja, dupę i kamieni kupę”. To w tej telewizji i tych gazetach, wyzywano ludzi od „komunistów i złodziei”. Wreszcie – tak na sam koniec, za pośrednictwem tych mediów, toczy się bez­sensowny spór, trawiący niejeden kraj, na którym zyskują nieliczni, a w młynku publicznych dotacji, mieli się plugawe słowa, które ranią, bolą i głuszą prawdziwego ducha „człowieków”.  
            Oby ten „świński róg obfitości”, zaprzestał wydawania chocho­lich jęków, a jeden kraj i naród, nigdy więcej nie zaznał słów „gorszy sort”. Oby żadna kanalia, nie poderwała się, aby gładzić in­nych.  
Szanuję Państwa i staram się robić, co w mocy mego umysłu, aby docierały do Czytelnika treści wysokie, zdominowane jakością. Chciał­bym, aby Czytelnik nie doszukiwał się w potknięciach, idei do kry­tyki, a także rozumiał iż wiele słów użyto celowo, a dialogi (nawet te nasze i codzienne), nie są tak błyskotliwe i idealne, a literatura po­win­na odzwierciedlać rzeczywistość, zamiast tuszować i kolorować fak­ty. Liczę na to, że książka zostanie przyjęta ciepło; ja mam w sobie ogrom­ny entuzjazm ku temu. Pamiętajmy, że fikcyjny świat bohate­rów ma służyć naszej rozrywce i przemyśleniom, a nie doszukiwaniu się jakichś analogii, które najzwyczajniej w świecie nie istnieją.  
Zupełnie poważnie, na sam koniec, nie każde słowo uznane za błąd, będzie nim w tej pozycji literackiej. Wszelkie tekstowe wyczyny, zo­stały zamierzone i uczynione z pełną premedytacją, gdyż książka ta powstała, stworzona stylem „jebitnym” (nie mylić z „wybitnym”).



[1] Matrona – starsza kobieta, zachowująca się statecznie i dostojnie.
[2] Buhaj – samiec rozpłodowy bydła domowego.
[3] SMS – Short Message Service. Krótka wiadomość tekstowa wysyłana lub odbierana przez tele­fon komórkowy.
[4] Homo sum, humani nihil a me alienum puto – wers 77 komedii Terencjusza Sam siebie ka­rzący. 


Wstęp do satyry Kaczkoduk przejmuje ster!

Share:

Kaczkoduk przejmuje ster! - ostrzeżenie wydawcy

OSTRZEŻENIE WYDAWCY


Do czytania wyłącznie od 18 roku życia!


Kategorycznie zakazana jest sprzedaż i rozpowszechnianie wśród osób niepełnoletnich. Czytanie, z uwagi na treści pornograficzne, może po­wo­dować lęki, bóle oraz stanowić konsekwencję perwersyjnego zachowa­nia wśród osób młodych, które nie wykształciły obrazu piękna, na którym polega właściwa relacja międzyludzka.
Autor uważa, że seks nie różnicuje ludzi, ale łączy w tym akcie, całe po­stępowe rzesze, udające cnotliwych i moralnych; stanowi spoiwo wspól­nej tożsamości – stąd nie traktuje sprawy podle, nie uważając za niemoralną.
 Jest to pogląd Autora, do którego ma prawo, a Czytelnik musi się z tym uję­ciem liczyć, sięgając dobrowolnie po lekturę.
Seks, jako radość powszechna, ogólnie dostępna i ludzka, stwarza podstawy do wychwalenia, zachowania elit politycznych, które należy, choć hi­po­tetycznie, Czytelnikowi przybliżyć, traktując o tych bliskich nam dokona­niach, zachodzących u klasy władczej (domina, macho i perwers).
Obserwujemy, wyciągając wnioski, dziwiąc się, dlaczego politycy są wściekli i opowiadają głupoty, a czasem bywają „niedogrzani”. Brak sek­su, może powodować rozliczne komplikacje, nawet wśród klasy „politycz­nych panów”. Łatwo jest się w tym zagubić.
Seks, od lat stanowi tabu (nietykalne i zakazane) i jest ukrywany, tak jak­by z wszelkiej prostytucji i uciech korzystał sam margines społeczny (co­kolwiek to znaczy), a lud pracujący i polityczny, był wolny od tego ob­ciążenia. Prezerwatyw oraz innych pomocy, używa gorsza odmiana obywa­tela, cha­rak­te­ryzowana „sortowo”. – Gumkę włóż! – to haniebny rozkaz.
Dziwi tylko fakt, że wszelcy wstrzemięźliwi, nie podlegają procesowi „samokastracji”, który mógłby odciąć spekulacje oraz zapewnić im upra­gniony, wewnętrzny spokój. Jedynym usprawiedliwieniem dla nich jest to, że posiadając w pełni sprawne „przyrządy”, mogą stale ulegać pokusie oraz wal­czyć z nią, czyniąc to w imię wiary, pokory i miłosierdzia.
W książce zawarte są rozliczne wulgaryzmy, mogące obrażać uczucia estetyczne oraz religijne osób czytających, gdyby zostały źle odczytane i zin­ter­pretowane. Niestety, to język wykształcił te słowa – my ich nie stworzyli­śmy.
Uwaga! W wielu systemach religijnych zabrania się czytać takie plu­gastwa, a sięgnięcie do takiej pozycji, może skutkować koniecznością uczest­nic­twa w spowiedzi lub odczynienia „czarów” z udziałem bóstwa, gwa­rantują­cych spokój duszy. W zależności od modelu wiary, może zapano­wać po­wszech­ny pogląd, iż to nikt inny, jak tylko sam szatan natchnął Autora oraz nakazał drukować książkę wyjątkowym, demonicznym atramentem.
Zapewniamy, że książka nie ma nic wspólnego z demonami, a jej prze­trzymywanie w pomieszczeniu zamkniętym, jest zupełnie bezpieczne. Należy, od czasu do czasu, wietrzyć jedynie pokój, aby zdmuchnąć kurz z okładki, by nie spowodować zaparzenia się stron. W przypadku wystąpienia na kartkach, bolesnego odparzenia – użyć pudru. W przypadku stwierdzenia powikłania pryszczycą – zawiadomić Sanepid.
Wydawnictwo UPaP ostrzega, że czytając treść, robi się to wyłącznie na własną odpowiedzialność. Książka zawiera opisy obrazujące ostre sceny sek­sualne (hard porno), co pozwala uznać ją fragmentarycznie za pornogra­ficzną i nie może być w żaden sposób rozpowszechniana wśród Czytelników, którzy są niepełnoletni (z uwagi na rozlicznie ukazane dewiacje seksualne). Nie może być promowana i polecana, gdyż takim działaniem, można narazić się na zarzut rozpowszechniania erotyki (lub pornografii).
Wydawca ani Autor, nie ponoszą oraz nie biorą odpowiedzialności, za niepożądane skojarzenia i szkody, powstałe z niezrozumiałych powodów u osób trzecich, w trakcie zapoznawania się z treścią. Wszelkie nazwiska, sy­tuacje i występujący tu bohaterowie są zupełnie przypadkowi, nigdy nie ist­nie­li oraz nie mieli wpływu na realną rzeczywistość w żadnym kraju. Ani jeden z polityków nie jest, aż takim „dewiantem” (odchylonym od normy), aby mógł stanowić wzór cnót, występujących w tej pozycji literackiej. Ze stro­ny Wy­dawcy i Autora wszelkie skojarzenia były niezamierzone i stanowić mogą jedynie czysty przypadek lub nadinterpretacje Czytelnika. Książka sta­nowi fik­cję literacką, opartą na kanwie obyczajowo-politycznej.
Autor, tworząc dzieło, wykorzystał stworzony przez siebie styl, który określił mianem „jebitnego”. Styl ten może drażnić purystów językowych. W związku z tym, proponowane jest, aby zażyli coś na uspokojenie albo naj­lepiej nie sięgali po twórcze i odkrywcze lektury (ocena subiektywna, w pełni uprawniona). Zdaniem Autora, literatura to nie cep, aby tworzyć ją namięt­nie i niezróżnicowanie, nie pozostawiając Czytelnikowi możliwości odkrycia cze­goś zupełnie nowego, szokującego i beznadziejnego.
W tekście zastosowano odwołania, w formie przypisów, aby wyjaśnić znaczenie użytych słów. W niektórych przypadkach, wyrazy mogą zostać od­czytane za nieprawidłowe, zwłaszcza przez Czytelnika dbającego o popraw­ność językową. Zostały one zamierzone, a do ich oznaczeniu użyto cudzy­słowu.
Życzymy miłej lektury, śmiechu i przeżywania nowych wrażeń. Zdu­miewające w książce, którą oddajemy w Państwa ręce, może być to, że roz­bawi, uraduje i poprawia percepcję.


© Wydawnictwo Uziel Press and Publishing


Kaczkoduk przejmuje ster! - ostrzeżenie wydawcy

Share:

poniedziałek, 30 lipca 2018

Dwie satyry obecnego czasu: Kaczkoduk przejmuje ster! oraz Wiocha. Powieść jebitna

Kiedy mam coś napisać o moich książkach, to pojawia się znak STOP (duży STOP). Mógłbym to porównać z dużym znakiem STOP na drogach, który nakazuje zatrzymanie się w celu upewnienia.

Zatrzymuje się i zastanawiam, co napisać o tym, co stworzyłem. Po pewnym czasie widzę, że nie jestem w stanie się reklamować. Stąd, zamieszczam wiele fragmentów, gdyż słowa świadczą o tym, co powstało, a nie autoreklama (ona jest za słaba w moim wykonaniu). Przyszła mi ochota na napisanie małej refleksji o książkach Kaczkoduk przejmuje ster! oraz Wiocha. Powieść jebitna. To dwie moje satyry, które traktuję wyjątkowo, gdyż ich powstanie sprawiło mi ogromną radość.
Skupię się na prawdziwości satyry, podstawach jej tworzenia, formie i treści. Nutka refleksji, zapewni pikanterię całości. Krótko i na temat, aby nie zanudzić. Wniosek jest jeden – każdy może coś stworzyć – przykra prawda druga – każdy może to skrytykować. No i na tym polega życie.
Żyjemy po to, aby się pośmiać, pocieszyć i postarać czerpać z życia garściami. Pisząc, wznosimy się. Czytając, uczymy. I na tym polega życie – na ciągu oraz budowaniu. Właściwe akcje i reakcje, czynią z nas ludzi nieprzyzwoitych.
Kiedyś – pewien Czytelnik – powiedział mi że czytał pornusa – tak określił satyrę Kaczkoduk… – No cóż – wstyd powiedzieć, że powiedział częściowo prawdę. Taki też jest Kaczkoduk… Niestety.


Satyra na nasze czasy?


Prawdziwość
Prawdziwa satyra nie powstanie nigdy z przypadku, ale jej stworzenie odbija pewien określony model społecznej rzeczywistości, którą buduje przekorne słowo. – Wiadomo – że książka to lustro – i jak każde lustro nie będzie wiernym tłem rzeczywistości. Pułkownik Dubieniecki – główny nasz bohater – to mason, komunista, kapitalista i człowiek zajmujący się nierządem. Wszystko dla pieniądza. Z różnymi bohaterami wiążą go przeróżne układy i to on porusza za sznurki.
Mnie wiele lat mówiono, że ktoś tym zarządza – w znaczeniu światem – dla religijnych ludzi może to być siła stwórcza. Dla ludzi niewierzących – będzie to jakaś grupa interesów. Dubieniecki reprezentuje całość tych cech i jednocześnie obaw – zwykłych ludzi, takich jak ja. Wiemy, że przypadki nie istnieją, ale rodzą się i istnieją tacy jak Dubieniecki, który ze świata czyni prywatny folwark. Jak to działa? – Książka stara się na to pytanie odpowiedzieć.
Nie mamy wielkiego wpływu na otaczający nas świat – dlatego Dubieniecki jest dobrym zobrazowaniem tego, czemu tak się dzieje.
System to fraza, która przemyca się przez całość lektury. Identyfikujemy system na wiele możliwych sposobów.
Wymyślam określone epizody i formy, aby bawić się słowem – ja, któremu wydaje się że jest osobą piszącą (przez brak skromności się krytykuje nieobiektywnie) – zajmując Czytelnika oraz pobudzając wyobraźnię. Literatura daje możliwość czynu – wyraża określoną gotowość.
Czy jestem przez to lepszy? – Nie. Zdecydowanie, nie. Jestem nawet gorszy, gdyż wykorzystałem mnóstwo czasu na to, aby coś stworzyć – a mogłem popić piwo i potańczyć. Przynajmniej miałbym zdrowsze nogi i wypłukał dobrze nerki. Mam do siebie duży dystans i potrafię się skrytykować – stąd pisanie satyr przychodzi mi prościej.
Jedyne co mi to daje, to możliwość wyrażania się i posługiwania pewną głębią, charakterystyczną dla mojego stylu. – Tak, mam swój niepowtarzalny styl. A, co! Posługuję się słowem pisanym, które jest mi bliskie. Opowiadam świat i relacjonuję go na zewnątrz. – Tak, jak potrafię to zrobić najlepiej. A, że nie potrafię – to możecie przekonać się, czytając zamieszczone na www.seeik.pl fragmenty mojej książki (książek też, bo napisałem ich cztery – aż i i!).  
Doskonaląc się, wprowadzam moich bohaterów do normalnego obiegu.
Pisanie, to żadna szczególna umiejętność.

Każdy potrafi pisać, tak jak każdy potrafi wyrażać myśli i podziwiać piękne zapachy.

Satyra na nasze czasy?


Dopiero atmosfera, którą tworzy nasza książka, zapewnia pewien smaczek, z którym często ciężko się rozstać. Mi osobiście ciężko się rozstać z Kaczkodukiem…
Cenię treści oryginalne i wyjątkowe, nie znosząc banałów i rzeczy oczywistych. Czym bardziej skomplikowana struktura, tym ciekawiej.
Ukrywamy się z tym, aby nie powiedzieć o sobie pozytywnie. A przecież stworzenie książki (książek) to nie jest prosta sprawa – musi zaistnieć treść i fabuła. Pomył zrealizowany, staje się ogólnodostępny. I to jest piękne.
Poznałem wielu piszących ludzi, czytając wspaniałe opowiadania na niemych blogach, treści przemycane w sieci, które napawały mnie radością. Tak, żyjemy w społeczeństwie zdolnych ludzi. I to buduje.

Podstawa
Kreowany świat jest nienaturalną formą – odbiciem naszego alter ego, ale – liczy się koncept (pomysł). Struktura oprawiona w dobre płótno, zwycięży. Trwa to długo, ale to kunszt zapewnia miejsce w szeregu nieśmiertelnych.
 Można opisać każdą osobę, wydać kolejny komercyjny trick na zamówienie mas, który będzie poradnikiem, zaopatrzonym w ładne zdjęcia. Co w tym niezwykłego? Zupełnie nic.
Zmieniamy się, gdy sięgamy po środki wyrazu, zapewniając sobie przestrzeń do przekazywania myśli. Książka czy blog, to takie miejsce w którym możemy być sobą – choć przez chwilę.
Prawdziwy kunszt wyrazi mistrzostwo i ukaże rolę jego twórcy, który podjął się przekazu. W moim życiu, najważniejszy był pomysł. Szlifowałem się, zajmując się pisaniem projektów, reportaży, pracując w mediach i dla mediów.
Doskonaliłem się, tworząc rozliczne i zróżnicowane materiały. Pasja stała się rzeczywistością, a świat który kreowałem, żył we mnie i dla mnie. Owocne bywają początki, gdy żyjemy pełni nadziei. Końce są różne – ważne, aby się nie zawieść samym sobą, stając w obliczu wyzwania.
Doskonaląc się i ucząc, brakowałem tematy i dobierałem słowa. Nazwałem to, co niedostępne i starałem się odkrywać człowieka w człowieku.
Kreujemy życie – nasze, bezpodstawne i samotne – jesteśmy samotni w życiu. Oddalamy się, żyjąc abstrakcyjnie, gdyż świat przemawia do nas w tym, co zidentyfikujemy, stając przed chwilą grozy, bólu i śmierci.
Poświęciłem wiele mego czasu słowom i satyra stała się odskocznią od trudnych tematów anielskich (tworzę książki o aniołach w serii Przemilczeć Armagedon).
Postawiłem sobie za cel, przybliżać ludziom wiedzę o aniołach.
Satyra, pozwoliła mi odpocząć, odskoczyć i przewietrzyć spojrzenie na trudne sprawy ludzko-boskich relacji.
Polubiłem satyrę, gdyż opowiada mnie i stanowi odsłonięcie człowieka, który jest takim, jakim jest – bez aplauzu, pokazu i zbytecznej ogłady.
Jasne, że to ryzykowna teza, bo każdy chce być wielki – a ja wielki nie jestem – jestem taki, jakim mnie stworzono.
Jestem miarą mego Stwórcy – niczym więcej i niczym mniej.
Moim marzeniem zawsze było zrozumienie ludzi. Pragnąłem dla każdej istoty odwagi do bycia sobą.
Mówienie jest ceną, za którą się płaci najwyższą cenę. Pisanie to dialog, ku przestrodze. Moje treści mają kilka rodzajów dna i nawet w prostej wersji – satyrycznej – skrywa się tam cząstka transcendencji. Czatuję na Czytelnika, aby w prostych słowach, oddać mu głębszy przekaz. Zmuszam do refleksji – to pewne. Cieszę się, gdy Czytelnicy mi o tym mówią. To jest coś niebywałego.
Moi bohaterowie są przez to ludzcy, zwykli i nieudawani. Naturalność osiąga się środkami wyrazu – w satyrach nie brakuje słowa „kurwa”. Seks staje się w nich normalny i jest opowiadany. Polityka jest prosta i pozbawiona fikcji. Zaczynamy rozumieć sytuacje i cały klimat wydaje się nam być znany. Po co sobie komplikować i mówić o czymś doniośle? Mówmy normalnie.
Moich bohaterów spotkacie w sytuacjach podłych – ale takie jest życie. Dla mnie nie ma kalki, istnieje za to alternatywa, po której przychodzi spokój.

Forma
Budowanie wypowiedzi to pewna zdolność – ale nie cecha. Wybiórczo można stwierdzić, że każdy autor uważa, że jego dzieło jest najlepsze. Ja uważam, że to co stworzyłem jest takie moje, własne i bez aspiracji do tytułów.
Łatwo krytykuje się innych, zastawiając pułapkę na konkurencję. Oczywiście, ludziom wmawia się że są gorsi – a czasem że są lepsi. Moje satyry mówią, że ludzie to wspaniała i doskonała forma, którą zmanipulowano i zarządza się, sterując masami.
Pisać może każdy, bo jest to umiejętność podstawowa należąca do ludzi. Każdy coś pisze. Pozostaje tylko zastanowienie się nad tym, co i gdzie piszemy.
Tworzone książki są „obrabiane”. Zanim twórca ujrzy ponownie swoje dzieło i zostanie ono wydane, to przechodzi ono całą masę zmian (edytorskich, korektorskich, etc.). Dostosowanie dzieła do ogólnych trendów, bywa praktykowaniem potwornej anomalii. Nie wiadomo czasem, gdzie kończy się praca danego autora, a zaczyna wydawnictwa.
To, co wyróżnia moje książki, to własna edycja – od początku do końca. Poprawiamy je i staramy się ulepszać, aby były wolne od błędów, ale nie dostosowujemy ich do trendów ogólnych – przez to zachowują swoją oryginalność.

Treść
Spokojnie i na wdechu – podstawowa zasada przy konstruowaniu moich opowieści. Czasem trafi się literówka – to ludzkie, głowy sobie nie urwę. Doskonali ludzie – niech mi wybaczą. Musimy być cierpliwymi ludźmi, aby stworzyć naprawdę coś dobrego.
To forma buduje treść, gdy chcemy wprowadzić Czytelnika do naszego świata i przedstawić swoją wersję zdarzeń. Nasz punkt widzenia, stanowi odwzorowanie odkształconych wrażeń, które mieliśmy – albo nam się tak wydawało.
Oczywistym jest że książka to fikcja, ale fikcja mająca bazę zapłonową w życiu. Nie pochodzimy z Księżyca. Tu mamy nasze wzorce i osiągamy doskonałość, żyjąc na tym świecie. Pisząc, zaczynamy się mniej dusić.

Jeśli ktoś kiedykolwiek poczyta Kaczkoduk przejmuje ster! czy Wiochę. Powieść jebitną, to będę z tego powodu szczęśliwy. Dzięki stronie www.seeik.pl dociera do Was wiele fragmentów. Staramy się ukazywać to, nad czym pracujemy, abyście – chcąc lub nie – sięgnąć po nasze książki, czynili to ze spokojem, wiedząc z czym macie do czynienia.

I tym niewinnym cytatem kończę:

Delikatnie złożyła piersi na jego twarzy, czochrając za blond-rude włoski. Przylgnęła blisko, mrużąc oczy. Wtulała głowę, zbliżając się do odstających, szwabskich uszu, które Tursek odziedziczył po dziad­ku, faszyście z Wermachtu, dobrze wprawionym w eliminowaniu przeciwieństw III Rzeszy. Stąd, może tak bliska mu była i jest III Pol­gar­sko­polita – w dupę lepsza – demokratyczna. 
Share:

wtorek, 17 lipca 2018

Bizancjum to nie jest, ale odrobina kurewstwa, czasem dopomaga sztuce wyrazu

Wstęp do Kaczkoduka 

„I stał się orgazm, gdy nie zgasili światła,
a przyszło im dzierżyć swe pałki, gnieżdżąc w miękkich jaskiniach.
Miętosili palce w szczelinkach, przebijając powłoki, zlizywali kremy.
Upojeni ludzkim ekstraktem rozkoszy, oszołomili się, wdzięczni za to światu”.


Tak mogłaby przedstawiać się cała książka, jak w tym zachę­cającym cytacie otwierającym. Niestety, to tylko chwytliwa ściema, nie do końca odzwierciedlająca się w treści.
Nie sprzedajemy papieru toaletowego, nie mamy na wyprze­daży używanych szczoteczek do zębów. Oddajemy książkę, którą moż­na przeczytać albo zachować się typowo, na Polaka: „nie wczytu­jąc się w przekaz, zajechać autora”. Wybór pozostawiłem Czytelni­kowi.
Czy to jest dobra lektura? Myślę, że inna. Jeśli tylko ktoś, zdecyduje się przezwyciężyć kołtuństwo, aby wejść do świata, który ukazuje działanie systemu, dążenia politycznych elit, zmierzających do osiągnięcia korzyści partykularnych, to pozycja ta, będzie „skro­jona na miarę”. O pewnych sprawach, należy pisać wprost, przy tym zachowując odrobinę dobrego humoru i zdrowego rozsądku.
Występujący tu seks, definiuje tabu, o którym wolimy nie mó­wić i nie myśleć. Jasne, że tak – bo preferujemy postawę, wyrażoną w trzech słowach: „poleżeć, popachnieć i zajaśnieć”, a osobiste marze­nia i pragnienia, nie urzeczywistniając, skrywamy głęboko. Jednak, to ludzie gotowi są, za kilka stówek sprzedać własne ciało, a model współ­czesnej „galerianki”, obowiązujący na różnych szczeblach, za­leżny jest od wieku danej osoby i możliwości środowiskowych. Nie tylko małolata, pragnąca dobrego życia, może skrycie „dawać dupy”. Czynią tak panny „z dobrego domu”, nowoczesne posłanki czy szano­wane księgowe oraz religijne matrony[1]. Moralność głoszona publicz­nie, nie odpowiada zachowaniu na salonach.  
Nie udawajmy na siłę, że jesteśmy pobożni. Znam gości, którzy mają żony, są radnymi, wychowują dzieci, ale na boku, mają kilka kochanek. Jeden zawodnik, rywalizował z własnym ojcem, o ilość „za­liczeń”. Przy tym, nie przeszkadzało mu, że ojciec zdradza jego ro­dzo­ną matkę (chciałbym, aby ten fakt został zmyślony).
Inna, niemniej ciekawa historia, wydarzyła się w rodzinie, w której jeden zacny buhaj[2] używał trzech sióstr, a one wiedziały o jego zapędach, dzieląc się nim, walcząc o możliwość spotkania, oszukując się wzajemnie; dwóm spłodził dzieci. Porządne panny, na szanowa­nych stanowiskach, „ugrzęzły” na prowincji, brały udział w stosun­kach na dwie dziurki, zabawiając się tak, że producenci filmów porno, mo­gliby udać się do nich, prosząc o poradę. Te sytuacje, o których wspomniałem, są „z życia wzięte”: nie zakamuflowane i „obłe”.
To, co zdarza się na ekranie monitora, gdy włączamy pornusa, nie jest czymś wyjątkowym i wyreżyserowanym. To rozgrywa się w każdej sekundzie, gdy czytasz ten tekst i stwierdzasz, że to bzdury.
Jeden facet, posiadający dwójkę dzieci, wmawiał mi, że mąż z żoną – tworzący tradycyjny związek, mogą współżyć ze sobą do pięciu minut. Zdawało się mi, że on lekko zazdrościł tym, co w erotyku, mo­gli „działać” do dwóch kwadransów. Uważał, że porno, to wymy­ślona perwersja. Mając siedemnaście lat, nie wnikałem w szczegóły. Kiedy na­byłem odrobiny doświadczenia i poznałem trochę życia, to prze­konałem się, że nie miał racji.    
Na koniec, ostatnia już historia. Mój znajomy, mieszkał na stancji, u obcej kobiety i jej męża. Mąż szedł do pracy, a on „nie żałował”. Nic w tym dziwnego, bo tak to dzieje się zwyczajowo – już Molier w Świętoszku, ukazał, może nazbyt delikatnie, ale jednak, że nie wolno do domu wpuszczać obcych. Mądry człowiek, przeciwdziała zjawisku „zrogowacenia”, naturalnie wypychając z zasięgu wzroku in­nych samców. Wracając do tych dwojga kochanków, to opracowali oni świetną metodę współżycia, jak nawet w pobliżu kręcił się niechciany mąż. Kochanek aplikował lubej wibrator na pilota. Cie­kawe? Chodziła z tym ustrojstwem w majtkach, a on, w różnych sytuacjach, podkręcał ob­roty. Zastanawiam się, jak musiała wyglądać jej buzia, na której ry­sowało się podniecenie (mąż-kapucyn nie pozna­wał podniety własnej żo­ny – Wstyd!).  
Życie jest nazbyt malownicze. W polityce, jak w życiu – także wy­darzają się przeróżne sceny. Może nie do końca fantastyczne, ale na­sze – takie zwykłe, codzienne. Musimy zdać sobie sprawę, że czło­wiek poddany jest biologii. Jak nie wykorzystuje tego potencjału, to mar­nieje lub odbija mu szybko, rzucając się na „dekiel”. Nie mogę wska­zać, konkretnych starych panien i kawalerów, ale obecni na sce­nie politycznej, świadczą najdoskonalej o tym, czego dowodzę.
Udajemy dobrych i ogładzonych, ale wciąż jesteśmy niewolni­kami natury, a w ciszy i samotności… Mówią, że to grzech. Same uży­cie tych powszechnych słów, oznacza zamachem na moralność. W sumie racja, tylko, kto nie grzeszył, gdy onanizował się? Religia kato­licka każe kłamać człowiekowi przed samym sobą, obciążać się winą, za dokonany czyn – a nade wszystko wyspowiadać się, koniecz­nie, po „niecnym działaniu”. Jestem ciekaw, ile osób o tym mówi? A jeśli już mówią, to czy słuchający, jarają się tym? W końcu, oni też pełni „po­trzeby”, a dowodzą tego liczne wynaturzenia, zaistniałe w „ło­nie kościoła” (pedofilia, seks pozamałżeński).
Wierzę w to, że istnieje zapotrzebowanie na książki, ale takie, które wywołają wstrząs, przeżycie lub uporządkują pewne sprawy, dodając nam wiedzy o zakulisowym życiu elit. Czytanie dla czytania – jak dla mnie nie ma sensu. Oddaję w ręce Czytelnika rzecz odważną, a wręcz miejscami obrazoburczą. Czasem jest ostry seks, strzelanina, a niekiedy, składane bywają krwawe ofiary z ludzi i przywoływany demon. Życie, nie wyzwoliło się spod panowania magii i czarów. Do­wodzi tego, chociażby rosnąca popularność wróżbitów i wróżek.
Bogaty świat Kaczkoduk przejmuje ster!, ukazuje w krzywym zwierciadle, zabawy i życie elit. Polecam książkę, która jest satyrą poli­tyczną i erotyczną groteską, powieściopisarską składanką, dopra­wioną odrobiną pornografii. To novum, eksperyment i rzecz nieby­wała.
Kaczkoduk… krąży wokół przeżyć cielesnych, które pojawiają się w różnych momentach akcji. Na tle całej książki, sprawiają że przed oczyma, wyłania się nam zupełnie nowy świat, bez tabu i tajem­nic, pełen rozkoszy i zmysłów. Świat współcześnie rządzących, global­nych elit – to chyba właściwie określone miejsce akcji.
Przekroczyć granicę, absorbując siebie, bez wykonania gestu poddaństwa określonej ideologii. Tak tworzy się fabułę z erekcją.
Wolę pisać tego typu książki i przekraczać tabu, niż transmito­wać narodziny dziecka w mediach społecznościowych. Poza tym, wy­ja­śniam kilka spraw, związanych z techniką sterowania masami i „roz­gry­waniem”, tej tzw. „polityki”.
Seks to element życia, stary i sprawdzony sposób na stres, spo­iwo człowieka, łączące go z wiecznością. To nie jest akt tragiczny i za­ka­zywany. Nie tylko elity mogą sobie pozwolić na lubieżne zbliżenie. Ich przedstawiciele odważyli się na to i osiągnęli sukces. Dlatego ko­chają się, z kim i jak chcą – bo mają za co (proste). Zwykły człowiek, ma nieco mniejsze pole do manewru, ale czy tak zgoła inne potrzeby?
Zawody, związane z polityką i biznesem, narażone są na nad­miar przeżyć. Stąd, w tych środowiskach, większe zapotrzebowa­nie na rozkurczenie i luz. Seks żyje tam samoistnie, stanowiąc ele­ment, two­rzący prawdziwy obraz polityki i biznesu. Sfery te przenikają się i ist­nieją, jak jedna całość.
Jak działa ten cały system? Kto, z kim i dlaczego? Tego dowie­cie się z książki.
Co do seksu… Wiele współczesnych karier zbudowano na „du­pie”. Bolesny fakt, że na tym, a nie kompetencjach, niektóre panny, prze­znaczone do wyższych celów, wślizgują się na wyżyny – po wiel­kich członkach tego świata. Książka moja prezentuje kilka takich za­cnych obrazków. Ma ona bawić, szpecić i rozbudzać zmysły.  
Czytając książkę, macie też zastanowić się, czy nie urozmaicić waszego życia płciowego. To ważne, by stać się spełnionym, jak Dubie­niecki czy Kopara. Nie polecam uczyć się z tego, co tu prezen­tuje, ale wyciągnąć ważny wniosek – człowiek żyje raz, wobec czego zasługuje na pełnię przeżyć. Można zamieszkać samotnie, dzieląc domostwo z ko­tem albo wybierając staropanieństwo, doradzać innym stosowanie an­tykoncepcji.  
Kolejny element tej powieści, stanowi wątek spirytualny, w którym to elity polityczne ułożyły się z nieczystymi siłami, aby rządzić świa­tem. Wierzyć w to bądź nie? Z rytuałów korzystają bogaci, jak rów­nież z usług ekskluzywnej prostytucji oraz „gejowskich dziwek”.
Nam pozostają wróżbici na SMS[3] czy tarocistki, dostępne na super linii z 0 700… Nad wszystkim czuwa stara, masońska loża. Ład świata, tworzy nienaruszalny system, który w książce objawił swoje oblicze. To, że iluminaci obecni są od tysiącleci, to fakt bezsporny. Zapoznajcie się z metodami działania, tych „wybrańców” planety (posraniec brzmia­łoby lepiej, lecz nie wypada, na łamach publicznej książki).
Seks, występujący na kartach tej pozycji, nie zna tabu, nie ma też hamulców. Istnieje w sferze marzeń i czynów, jest codziennością, tak zwykłą jak oddychanie czy mycie zębów. Przekonajcie się o tym, po­znając salonowe zabawy, w brukselskim domu Dubienieckiego oraz w pałacach premier Kopary, hotelach i biurach czy rezydencjach rzą­dowych.   
Seks perwersyjny, z głęboką penetracją i zaspokojeniem, na rozmaite sposoby, seks par homoseksualnych, solo i grupowy. Każdy możliwy seks, z połykiem włącznie. Może to i brutalne, wielu oburzy się, ale jakże prawdziwe, obecne i potrzebne we współczesnym świe­cie. Nie bądźmy obłudnikami, tacy jesteśmy, o tym marzymy. W tym kierunku zmierzamy, nawet jak publicznie „picujemy się”, głosząc świętoszkowate hasła (glansując na liberałów). Jesteśmy ludźmi i nic, co ludzkie, nie jest nam obce. „Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto” – cytuję w błędnej postaci, jedno zdanie wielkiego humanizmu, wyrażone przez Terencjusza, w komedii Sam siebie karzący[4].
Większość polityków, gdyby poczuła, że z mówienia o warto­ściach religijnych i narodowych, nie ma już kasy – to uwierzcie, że uszedłby z nich ten patriotyzm, tryskając – jak powietrze z balo­nika. „Mało błyskotliwe” stwierdzenie, uzupełnia ważne dla mnie mot­to. Nie patrzę na polityków przez pryzmat wyznawanej ideologii czy kreowanej wiary. Na nich trzeba spoglądać, widząc ciągle potrzebę zdobywania zasobów, która towarzyszyła człowiekowi pierwotnemu.
Życiu moich bohaterów, towarzyszy intryga i żądza władzy, przepełniona codziennością, opływająca się w drogiej whisky, a klimat przesyca zapach kubańskiego cygaro. Dziurki na pokład; kto nie orze, ten nie może! Kto nie bzyka ten gej. Ale i gej potrzebuje czasem z fan­tazją!   
Odważycie się na takie plugastwo? Ja dałem radę napisać, te­raz może, Wy przeczytacie, pamiętając o zacnej maksymie „nic, co ludzkie…”. Szeroka sieć powiązań biznesowych, często przeplata się ze stosunkami cielesnymi. Drodzy Czytelnicy, czy miewacie stosunki?
Jeśli liczycie, że w książkach, takich jak moja, istnieją zwroty wulgarne, które obrażają estetykę – to jest mi cholernie przykro, gdyż w telewizji publicznej i gazetach, głośno było o zacnych tego świata eli­tach, które widziały: „chuja, dupę i kamieni kupę”. To w tej telewizji i tych gazetach, wyzywano ludzi od „komunistów i złodziei”. Wreszcie – tak na sam koniec, za pośrednictwem tych mediów, toczy się bez­sensowny spór, trawiący niejeden kraj, na którym zyskują nieliczni, a w młynku publicznych dotacji, mieli się plugawe słowa, które ranią, bolą i głuszą prawdziwego ducha „człowieków”.  
            Oby ten „świński róg obfitości”, zaprzestał wydawania chocho­lich jęków, a jeden kraj i naród, nigdy więcej nie zaznał słów „gorszy sort”. Oby żadna kanalia, nie poderwała się, aby gładzić in­nych.
            Z mojej strony, mogę tylko zachęcić każdego Czytelnika do pisa­nia uwag na maila: marcinlupkowski@seeik.pl
 Proszę w wol­nym czasie zgłaszać sugestie i głosy krytyczne. 
Jestem wdzięczny tym, co przeczytali i przeczytają. Przyjemno­ścią będzie usłyszenie Państwa zdania w temacie. Za omyłki i niedo­godności, szczerze przepraszam.  
Szanuję Państwa i staram się robić, co w mocy mego umysłu, aby docierały do Czytelnika treści wysokie, zdominowane jakością. Niestety, wydawnictwo jest spo­łeczne i ama­torskie (w oczach rzeczo­nych specjalistów – byle jakie), niekomer­cyjne i nienastawione na zysk. Przez to, mamy mniej dostępnych me­cha­nizmów, które zbliży­łyby nas do doskonałości. W żaden sposób nas to nie tłumaczy, lecz chciał­bym aby Czytelnik nie doszukiwał się w potknięciach idei do kry­tyki, a także rozumiał iż wiele słów użyto celowo, a dialogi (nawet te nasze i codzienne), nie są tak błyskotliwe i idealne, a literatura po­winna odzwierciedlać rzeczywistość, zamiast tuszować i kolorować fak­ty. Liczę na to, że książka zostanie przyjęta ciepło, ja mam w sobie ogrom­ny entuzjazm ku temu. Pamiętajmy, że fikcyjny świat bohate­rów ma służyć naszej rozrywce i przemyśleniom, a nie doszukiwaniu się jakichś analogii, które najzwyczajniej w świecie nie istnieją.  
Zupełnie poważnie, na sam koniec, nie każde słowo uznane za błąd, będzie nim w tej pozycji literackiej. Wszelkie tekstowe wyczyny, zo­stały zamierzone i uczynione z pełną premedytacją, gdyż ta książka powstała, stworzona stylem „jebitnym”.


[1] Matrona – starsza kobieta, zachowująca się statecznie i dostojnie.
[2] Buhaj – samiec rozpłodowy bydła domowego.
[3] SMS – Short Message Service. Krótka wiadomość tekstowa wysyłana lub odbierana przez tele­fon komórkowy.
[4] Homo sum, humani nihil a me alienum puto – wers 77 komedii Terencjusza Sam siebie ka­rzący. 


Kaczkoduk przejmuje ster - satyra polityczno - społeczna stylem jebitnym - skreślona

Share:

Jeśli chcesz przeszukać nasze zasoby w sieci